Po kilku fałszywych dźwiękach trębaczy, którym najwyraźniej zabrakło tchu, orkiestra dęta całkiem poprawnie dobrnęła wreszcie do końca hymnu i przyłączyła się do procesji. Teraz przyszła kolej na stojącą już w pobliżu letniej rezydencji kapelę kobziarzy, wyłonioną z liczącej pięćset osób policji miejskiej, i... rozległy się melodie szkockie. .

- Nie znoszę, jak coś się marnuje. Bili ma pewnie ze dwadzieścia pięć lat, a zachowuje się i mówi, jakby miał dziesięć lub dwanaście. Nie jest jednak głupi - uśmiechnęła się. - Już ja go nauczę, choćbym mu miała rozkwasić łeb!. Stojąca na schodach Freydis wyprostowała się. Jej wiecznie młoda twarz była trochę niżej niż moja głowa. Oczy wyrażały pewność siebie, co wprawiło mnie w nagły niepokój jak pierwsze ukłucie bólu. Przecież prawdą było to, co powiedziałem - że nikt w Krainie Mroku nie jest w stanie wyrządzić mi teraz krzywdy. A jednak uśmiech Freydis pozostał niewzruszony.. Najzupełniej bezwiednie Jupe odłamał kawałek odsuniętej przed chwilą na bok połówki sandwicza.. (Oho!). - Nie mamy wyboru - westchnął Josh..