Nowe Sygnaly nr. 25 z 1996
CZY DOBRZE MIEC SASIADA?
Jeszcze kilka lat temu bram do lokomotywowni na warszawskim Grochowie nie
zamykano ani w dzien, dni w nocy. Na dobra sprawe nie mial z nich kto
korzystac. Gdzie konczylo sie miasto, zaczynala sie kolej: najpierw
wagonownia, dalej lokomotywownie Olszynka Grochowska i Grochow, a za nimi
ogrodki dzialkowe, laki, tory. Zmienilo sie nieco po wybudowaniu bloku tuz
za plotem kolei. Przed dwoma laty zaczeli sie do niego wprowadzac pierwsi
lokatorzy; osoby bedace w szczegolnie trudnej sytuacji mieszkaniowej lub
takie, ktore decyzja sadu otrzymaly nakaz eksmisji z poprzednio zajmowanego
lokalu.
Pierwsza zima uplynela wzglednie spokojnie. Lokatorzy z domu przy
Dudziarskiej nie naprzykrzali sie zbytnio kolejarzom, a lokomotywownie
starali sie omijac, wszak wszystkim wiadomo, ze na "teren kolejowy - wstep
wzbroniony". Slupek rteci nie spadal tamtej zimy wiele ponizej zera, dlatego
zdobycie
opalu do ogrzania malych mieszkan o tzw. niepelnym standardzie tez nie
nastreczalo za wiele trudnosci. Owe ograniczone wygody to energia
elektryczna, zimna
woda i trzon kuchenny.
Latem nowi sasiedzi zaczeli coraz czesciej odwiedzac lokomotywownie,
zagladac do hali i na zaplecze. Najpierw kolejarze zamkneli bramy, ale
raczej pro forma, bo przeciez wiadomo, ze kolejowej posiadlosci nie da sie
tak naprawde ogrodzic. Gdy mieszkancy z Dudziarskiej rozpoczeli "spacerowac"
przez betonowe ogrodzenie, zaczeto je smarowac olejem. Chyba tez niewiele
pomoglo. Gdzie bylo mozna, powieszono klodki. Przybylo krat w oknach.
Rowniez w swietlikach na dachu, gdyz okazalo sie, ze i szyby zbrojone nie sa
wystarczajacym zabezpieczeniem przed niepozadanymi goscmi.
W czasie zimy 95/96, znacznie mroxniejszej niz poprzednia, trudniej juz bylo
zdobyc opal do trzonow kuchennych. Okoliczne podklady ogrzewaly sasiadow z
Dudziarskiej rok wczesniej. Wegiel z zasiekow udalo sie podebrac tylko raz,
bo poxniej "jakas k...a kazala zalozyc kraty". Nim to jednak nastapilo, z
przywiezionych pieciu ton zniknely prawie dwie. Sasiedzi przychodzili po
czarny kamien z kublami, wynosili go w pudlach, pakowali w koce. Przestali,
gdy przyjechala policja.
Nie przyjezdzala, gdy kawalek po kawalku pobierano "opal" z wyremontowanego
na 50-lecie elektryfikacji PKP elektrycznego zespolu trakcyjnego serii EW51
(poprzednie oznaczenie 91000). W jako takiej kondycji przestal on dziewiec
lat. 60-lecia elektryfikacji PKP jednak nie doczekal. Miala w nim byc
ruchoma wystawa prezentujaca dorobek kolejarzy w tej dziedzinie. Zostalo
gole pudlo; bez podlog, bez scian, bez lawek... Przydalo sie wyposazenie
elektryczne. Zostala odchudzona przetwornica glowna. Wazaca prawie tone
maszyne udalo sie odkrecic i wyzwoic z niej miedx. Znacznie lzejsza lezy
teraz w trawie nie opodal "zabytkowego ezt".
W ciagu dnia jest wzgledny spokoj. Znacznie glosniej i gwarniej jest w nocy,
gdy zaczynaja sie letnie zabawy i spacery. Ich ulubionym miejscem jest
alejka parkowa w okolicy pomnika techniki, lokomotywy elektrycznej
pracujacej niegdys na juz
nieistniejacej linii Jugowice - Walim. Okazuje sie, ze piwko lub winko mozna
pic rowniez na jej pudle. Gdy nudno, mozna wypchnac na tory zestawy kolowe
czekajace na wymiane. Zamiast na lawce przyjemnie jest usiasc z flaszeczka
na szynie. Gdy zmorzy sen, mozna sie do niej takze przytulic.
Zanim w nocy kolejarze uruchomia jakis pojazd, sprawdzaja wielokrotnie, czy
na torach nie ma ludzi. Wiedza bowiem, ze sasiedzi lubia przechodzic pod
pociagami, zdrzemnac sie miedzy szynami, spacerowac po torach. To ogromne
utrudnienie w pracy. I nigdy nie ma pewnosci, ze gdy sprawdzilo sie z jednej
strony, to z drugiej juz sie sytuacja nie zmienila. Elektryczny zespol
trakcyjny ma ponad 65 m dlugosci. Pociag sklada sie przewaznie z dwoch ezt.
Prawdziwym utrapieniem kolejarzy sa odwiedziny mieszkancow bloku u
dyspozytorow. Powodem sa najczesciej nagle sprawy wymagajace wezwania
policji lub pogotowia ratunkowego: narodziny dziecka, rodzinne porachunki,
krewkie dyskusje z sasiadami, wypadki losowe. Pewnego razu mieszkaniec
wracajacy na Dudziarska motorem nie zauwazyl pomaranczowego ezt na
przejexdzie. Uderzyl w srodkowy wagon. Dobrze, ze w ten, bo dzieki temu
zatrzymal sie na szafie umieszczonej pod pudlem. W przeciwnym razie
wjechalby pod kola. Tym razem policje wezwali kolejarze. Przyjechala po
ponad dwoch godzinach. W tym czasie motocyklista i jego pasazer wymierzyli
jeszcze sprawiedliwosc kierownikowi pociagu i maszyniscie, za
zainteresowanie losem poszkodowanych.
Mloda dziewczyna rozmawiajac przez kolejowy telefon z kolezanka, juz dobrze
ponad kwadrans, nie przebierala w slowach. Gdy zwrocono jej uwage trzasnela
ze zloscia drzwiami, by za jakis czas wrocic tam z rodzinna obstawa...
Dobrze, ze w telewizji byla transmisja meczu. W swietlicy przebywalo wiecej
kolejarzy niz zwykle.
- Pan nam da cos do zabawy z pociagu. - Taka prosba maluchow zlozona o
pierwszej w nocy musi dziwic. Dostaly tasme z predkosciomierza. Dyspozytor
odprowadzil dzieci do bramy.
W maju biezacego roku odbyl sie odbior techniczny dwoch nastepnych blokow
przy Dudziarskiej. Niebawem zaczna sie do nich sprowadzac kolejni lokatorzy.
Czy beda mieli do dyspozycji miejski telefon? Skad wezma opal na zime? Czy
nadal w drodze na Grochow beda korzystac z kolejowych sciezek?
Tekst i zdjecia
ANTONI STACHOWIAK